Dylemat studentów SGH – czy ci ze ściągą, to ci najgorsi?

The original, English version of the article is available here.

Celem niniejszego wpisu jest próba opisania i znalezienia sposobu rozwiązania problemu związanego ze ściągającymi studentami. Wydarzenia w Szkole Głównej Handlowej, które są opisane na podstawie informacji prasowych oraz komentarzy w mediach społecznościowych, są jedynie punktem zaczepienia i nie zamierzam oceniać tej konkretnej uczelni, jej pracowników, ani studentów.

W momencie pisania tego tekstu, letnia sesja egzaminacyjna na polskich uczelniach zbliża się do końca. Szkoła Główna Handlowa w Warszawie nie jest wyjątkiem.

Dwa tygodnie temu, studenci musieli zmierzyć się z egzaminem z języka niemieckiego. Nie brzmi to jak coś nadzwyczajnego, ale właśnie to wydarzenie wywołało ogólnokrajową dyskusję o szkolnictwie wyższym.

Co się wydarzyło?

Podczas wspomnianego egzaminu, studentka ściągała przy użyciu telefonu komórkowego. Inny student, znany jako Kamil, zauważył to i postanowił to publicznie zgłosić. Zgodnie z posiadanymi przeze mnie informacjami, uczynił to poprzez głośną krytykę ściągającej. Oczywiście nieuczciwa studentka nie otrzymała zaliczenia.

W czym jest problem?

Studentka oszukiwała, co jest wbrew zasadom obowiązującym na uniwersytecie. Została przyłapana, oblała, choć wciąż ma szansę na zaliczenie przedmiotu w sesji wrześniowej (znanej także jako „kampania wrześniowa”). Nie jest to surowa kara, w porównaniu z tym, co by ją czekało na uniwersytetach zachodnioeuropejskich, które zazwyczaj relegują nieuczciwych studentów. Inna kultura, inny klimat, inna kara. Osobiście uważam jednak, że rozgłos medialny, jaki został nadany całej sprawie jest dużo gorszą karą, niż wyrzucenie z SGH (chociaż gdyby i to miało miejsce, prawdopodobnie studentka miałaby możliwość kontynuowania nauki na innej uczelni, przynajmniej w Polsce).

W każdym razie, sytuacja ze ściągającą jest jasna, a debata jaka rozgorzała, dotyczy Kamila.

Z jednej strony, student który doniósł zrobił właściwą rzecz. Nieuczciwość jest zdecydowanie zła… jednak czy naprawdę?

Dlaczego studenci ściągają?

Znam studentów z wyróżnieniem, którzy osiągnęli swoją pozycję za pomocą ściągania, lub przeciwnie – kiedy udało im się dostać do wydziałowej czołówki, czuli olbrzymią presją związaną z utrzymaniem swojej pozycji.

Celem egzaminu jest sprawdzenie wiedzy z danego zakresu. Jest to główny powód ich organizowania. Niestety nie jest to powód, z którego większość ludzi do nich podchodzi. Zazwyczaj celem podejścia do egzaminu jest uzyskanie papierka, świadectwa, dyplomu itp., który jest potrzebny w innych sferach życia zawodowego i nie tylko.

W szkoła średnich, wysokie oceny na maturze pozawalają dostać się na najlepsze uniwersytety. W Holandii, studenci z wysoką średnią znajdują lepszą pracę po ukończeniu studiów. Na Uniwersytecie Erazma w Rotterdamie (Erasmus University Rotterdam), studenci z wysokimi ocenami chętniej są zatrudniani jako ambasadorowie uczelni lub asystenci wykładowców. W Rotterdamie, prowadzącymi ćwiczenia są często studenci wyższego roku, którzy z danego przedmiotu uzyskali najwyższe oceny.

Uniwersytet Erazma ma także bardzo ścisłe wymagania dotyczące zaliczeń na pierwszym roku, tzw. „binding study advice”. Studenci, którzy nie uzyskają 60 ECTS podczas pierwszego roku studiów zazwyczaj są relegowani z wydziału i nie mogą ponownie ubiegać się o przyjęcie na studia na danym kierunku przez okres trzech lat.

Wracając do głównego tematu, wielu rodziców wywiera nacisk na swoje dzieci, aby te otrzymały najwyższe możliwe wykształcenie, często w bardzo specyficznym zawodzie. Te dzieci, które zostają potem studentami uczelni wyższych, mają bardzo poważny problem. Mogą mieć zupełnie inne pasje lub zupełnie nie mieć pojęcia, co chcą zrobić ze swoim życiem.

Można zapytać, jak to jest możliwe, że nie znalazło się żadnej pasji w życiu przez okres 18 lat życia. Dzieci, od których coraz częściej nie wymaga  się tylko osiągnięć w szkole, ale także wielu dodatkowych zajęciach z fortepianu, tenisa, pływania, języków itd., które to zajęcia są wybierane przez rodziców. Ostatnio, słyszałem również o rodzicach zatrudniających osobistego trenera przygotowującego ich pociechę do turniejów debat!

Wszyscy ci młodzi ludzie przede wszystkim dążą do zaspokojenia wymagań swoich rodzin i niekoniecznie znajdują pasję w tym, co robią. Dzieci zazwyczaj ufają rodzicom i uważają za najlepsze czynić to, co starsza część rodziny od nich wymaga. Jednak pewnego dnia zdają sobie sprawę, że to co uważali za właściwe, tak naprawdę pozbawiło ich osobowości. W takiej chwili, nie mają już pomysłu, co zrobić ze swoim życiem, ale naciski nadal istnieją. Rodziny mówią, m.in. „skończ ten kierunek, nie tamten, a wtedy będziesz mógł kontynuować rodzinny interes lub dostaniesz pełnoetatową pracę, którą starzy ci załatwią, w tych trudnych, pokryzysowych czasach rozrastającego się prekariatu”.

“W skali od 1 do Grecji, jak bardzo bankrutujemy?” – to pytanie stanie się chlebem powszednim w momencie przejęcia rodzinnego interesu.

“W skali od 1 do Grecji, jak bardzo bankrutujemy?” – to pytanie stanie się chlebem powszednim w momencie przejęcia rodzinnego interesu.

Czy już Ci żal tych ludzi? A może myślisz, że powinni wykazać się siłą woli, postawić na swoim i obrać swoją ścieżkę?

Nasze rodziny zazwyczaj próbują o nas zadbać możliwie jak najlepiej. Większość ludzi preferuje także spokojne życie, niż walkę o każdą jedną rzecz, której pragną. Z tych powodów rewolucje i wypinanie się na każdego niekoniecznie są najlepszym rozwiązaniem. Jednak pojawia się wówczas skłonność do ułatwiania sobie życia, aby mieć więcej czasu na przyjemności, niezależnie od tego, czy to jest malowanie obrazów, budowanie robotów, czy upijanie się na imprezach.

Jedna z metod osiągnięcia tego celu była omawiana niedawno w brytyjskich mediach, a w Holandii, w której mieszkam, nie jest to również nic nowego – narkotyki i lekarstwa. Niektóre z nich zwiększają wydajność nauki, zdolność skupienia się i ogólną sprawność umysłu. Substancje te, które mogą również zagrażać zdrowiu, są używane podczas nauki, a nie egzaminów, dlatego nie mogą zostać wykryte przez osoby pilnujące na egzaminie.

Innym sposobem, z którym nie wiążą się zagrożenia zdrowotne, ale oskarżenia o nieuczciwość, jest ściąganie. Może ono przybierać formę przepisywanie z telefonu, od sąsiada, zakładając, że ma się taki dobry wzrok (lub w przeciwnym wypadku, dobre okulary) i wiele innych, które często nie zmieniły się od czasów wprowadzenia powszechnego szkolnictwa w Europie.

Nie jest prawdą, że ściąganie jest zjawiskiem występującym wszędzie, poza Europą Zachodnią i Ameryką Północną. Uważam, że jedyną różnicą jest to, że na Zachodzie, ściąganie na egzaminach jest swojego rodzaju tematem tabu – wszyscy udają, że nie występuje. Natomiast studenci mieszkający na wschód od Odry zdają się nie mieć problemu z rozmawianiem na jego temat.

Prawda jest taka, że w każdym miejscu na Ziemi są studenci, którzy ściągają i większość z nich prawdopodobnie nigdy nie zostaje przyłapana. Z tego powodu nie należy się skupiać na tym, jak karać nieuczciwych studentów, tylko jak zachęcić wszystkich studentów do uczciwego postępowania.

Mając te wszystkie informacje, można wysunąć następujące pytania: Czy można usprawiedliwić młodych ludzi pod presją, którzy używają zabronionych pomocy na egzaminach? Czy ściąganie jest gorsze od zażywania substancji wspierających proces nauki, tylko dlatego, że uczelnie nie są w stanie ukarać tych, którzy zażywają modafinil lub aderall podczas nauki? Co właściwie fakt oszukiwania mówi o studencie?

Oszust, czyli dzielny?!

Wiedząc dlaczego studenci oszukują, można się zastanowić, jakimi cechami osobowości musi wykazywać się student, który decyduje się na korzystanie ze ściąg.

Może być to osoba, która chce uzyskać nieusprawiedliwioną przewagę nad innymi i takie zachowanie zdecydowanie zasługuje na potępienie. To jest ten rodzaj ludzi, którzy potem zostają „cwanymi mendami z telekomów”, próbującymi sprzedać możliwie jak najwięcej towarów i usług, nawet jeżeli klienci ich nie potrzebują.

Wielu oszustów wykazuje się jednak przede wszystkim desperacją i brawurą. Desperacją, ponieważ nie widzą innej opcji zaliczenia przedmiotu, niż korzystanie podczas egzaminu z zabronionych materiałów i brawurą, bo występują przeciwko systemowi, który zniszczyłby ich w przeciwnym wypadku (i nadal to czyni, jeżeli studenci zostaną przyłapani). Studenci tacy muszą wykazać się też kreatywnością w przygotowywaniu i ukrywaniu ściąg przed oczami egzaminatorów.

Ludzie, o których wcześniej wspominałem, muszą mieć zapał do zaspokajania potrzeb zróżnicowanych agentów, których interesy wykluczają się. Jest to przydatna cecha w życiu zawodowym, kiedy trzeba mieć do czynienia z różnymi rodzajami klientów i szefów. Niektórzy, w ten sposób, są w stanie nawet utargować coś dla siebie. Czy to nie jest cecha poszukiwana przez korporacje w dwudziestym pierwszym wieku? Jeśli odrzucić część związaną z własnym zyskiem, czy to nie przypomina trochę postępowania superbohatera?

Władimir Władimirowicz Putin zdecydowanie ma przed sobą jeszcze długą drogę do tytułu superbohatera.

Zaufanie

Jest to argument często podnoszony w dyskusjach podczas oszustw, ale może on także odbić się rykoszetem.

Jedna grupa ludzi-egzaminatorów umawia się z drugą grupą, egzaminowanymi, co do pewnych środków mających zapewnić możliwie najwyższą wartość egzaminu. Wartość egzaminu wzrasta, jeżeli wysokie oceny są uzyskiwane przez ludzi, którzy faktycznie posiadają wymaganą wiedzę i umiejętności, a niskie do tych, którzy ich nie posiadają w wystarczającym stopniu.

Jak to wygląda na uczelniach wyższych? Znam studentów z wysokimi ocenami, którzy mają problem z napisaniem referatu. Znam tez takich, którzy podczas prowadzonych przez siebie ćwiczeń, mają problem z wytłumaczeniem określonych zagadnień z przedmiotu, na którym z założenia powinni się świetnie znać. Są też tacy, którzy mają osiągnięcia na międzynarodowych konkursach naukowych, ale mają problem ze zwykłym zaliczaniem przedmiotów.

Takie obserwacje ujawniają niską wartość egzaminów i przyczyniają się do ich dalszej dewaluacji. Studenci, którzy widzą innych osiągających swoje cele w nieuczciwy sposób, zaczynają czynić to samo. Władze uczelni, które zauważają odchylenia od normalnego rozkładu ocen, zaczynają wymagać od wykładowców przygotowywania trudniejszych egzaminów (ma to miejsce na Uniwersytecie Erazma). Egzaminy są trudniejsze do zdania i następne grupy zdających czują się zniechęcone do uczciwego przygotowywania się do nich, ponieważ w pewnym momencie zdają sobie sprawę, że wymagany wkład pracy przerasta ich możliwości.

Przedstawiciel władz Uniwersytetu Erazma w Rotterdamie.

Inną kwestią, związaną z zaufaniem, jest koncepcja solidarności studenckiej. Tak jak ludzie, mniej więcej, zgadzają się co do tego, jak należy ukarać ściągającego na egzaminie, facebookowa dyskusja na temat ostatnich zdarzeń na SGH, do której jakimś cudem mam dostęp, jest bardziej płomienna, jeśli chodzi o donosiciela, zarówno w kwestii czynu, jak i tego, czy nie mógł uczynić tego w bardziej dyskretnej formie.

Można argumentować, że Kamil wykonał właściwą rzecz – odkrył oszustwo i doniósł na ten temat właściwej osobie. Jest ogólnie przyjęte, że jeżeli widzi się osobę tonącą lub mającą atak serca, należy natychmiast reagować. Należy reagować, jeżeli jesteśmy świadkami kradzieży lub znęcania się and zwierzętami. Taki sposób postępowania większości społeczeństwa może mieć swoje źródło w wartościach człowieczeństwa, ale także prawie, które zabrania pewnych czynów, jak np. zabójstwo.

Przykład ze ściąganiem na egzaminie pokazuje jednak, że większość ludzi nie kieruje się prawem czy regulaminami. Ich reakcje mają swoje uzasadnienie w poczuciu współodczuwania, wzajemności i zasadzie unikania krzywd. My, jako ludzie, pomożemy maltretowanemu zwierzęciu, ponieważ jesteśmy sobie w stanie przynajmniej wyobrazić związany z tym ból fizyczny i psychiczny. Wezwiemy karetkę do osoby z atakiem serca, ponieważ mamy nadzieję, że też będziemy mogli na kogoś liczyć, jeżeli coś nam się stanie.

To także wyjaśnia nasze podejście do ściągających na egzaminach. Większość z nas nie doniesie na nikogo wiedząc, że kiedyś też możemy być w potrzebie skorzystania z nielegalnej pomocy. Jesteśmy świadomi możliwej złożoności przyczyn takiego zachowania, które mogą być niezależne od woli zdającego-ściągającego.

Można też w ten sposób wyjaśnić niechęć wobec osób, które donoszą na tych nieuczciwych. Niepisana umowa między studentami zawiera klauzulę dopuszczającą pewne zachowania, które normalnie nie są dopuszczalne, jeżeli nie zaistnieją szczególne okoliczności. Ta umowa zostaje złamana w momencie złożenia donosu. Efektem tego jest nieufność nie tylko w stosunku do donosiciela, ale każdego innego studenta, ponieważ nie wiadomo, czy ktoś nie postanowi zgłosić nas, gdy będziemy zmuszeni do korzystanie ze ściągi, jak również w zupełnie innych sytuacjach życiowych.

Dlaczego studenci donoszą na siebie?

Pobudki idealistyczne są teoretycznie możliwe. Istnieje również możliwość osobistej niechęci w stosunku do oszukującej osoby, związanej z innymi wydarzeniami, i pragnienie zemsty. W takim przypadku, donosicielstwo nie powinno spotykać się z poparciem.

Abstrahując od wyrządzania krzywdy oszustowi, przynajmniej w postaci oceny niedostatecznej, nie wydaje się, aby były jakiekolwiek korzyści dla donosiciela, dopóki uczelnia lub wydział nie ma list rankingowych. Jeżeli od pozycji studenta na liście zależy możliwość uzyskania stypendium, może zaistnieć chęć wykorzystania okazji do wyeliminowania kogoś, kto jest na wyższym miejscu i przesunięcia się oczko w górę na liście.

Z drugiej strony, można by się zastanawiać, dlaczego donosiciele musza uciekać się do takich metod, w celu podwyższenia swojej pozycji, zamiast przysiąść bardziej do nauki?  Dlaczego studenci muszą się uciekać do ściągania, żeby utrzymać swoje miejsce na liście? Na te pytania można odpowiedzieć przy użyciu koncepcji błędnego koła dewaluacji egzaminów, która została wprowadzona wcześniej w tym tekście.

Możliwe rozwiązania

Dylemat jest teoretycznie rozwiązywalny, jeżeli nastąpi zamiana w świadomości społecznej. Społeczeństwo musi wiedzieć, że każdy ma prawo do porażek. W chwili obecnej widoczne jest dążenie do doskonałości w zakresie piękna, wykształcenia, dochodu, modelu rodziny itd. Środki masowego przekazu próbują kształtować wszystkich na jedną modłę, nie pozostawiając wiele miejsca na indywidualność.

Taka zmiana, wymaga jednak koordynacji wielu elementów społeczeństwa, a to wymaga dużego nakładu czasu i pracy. Rzecz, która jest łatwiejsza do zrobienia i może być potraktowana jako krok w kierunku wspomnianej przemiany społeczeństwa, to wzmocnienie znaczenia społeczności studenckiej. Studenci, jako grupa, mogą rozwiązywać swoje problemy sami. Społeczność, poprzez np. organizacje studenckie, może zareagować, jeżeli ktoś oszukuje lub eksploatuje system z chciwości. Studenci sami wiedzą najlepiej, jakie środki będą najbardziej dotkliwe i proporcjonalne. Organizacje mają także lepszę pozycję przetargową przy ustalaniu zasad z uczelniami.

Uważam także, że podejście polskich uniwersytetów jest bardziej sprawiedliwe od tych zachodnich. Każdy człowiek zasługuje na drugą szansę. W tym samym czasie, uczelnie powinny albo potępiać recydywistów, albo znaleźć przyczynę ich zachowania. Mądre doradztwo może pomóc studentowi lub studentce w zmianie kierunku na bardziej interesujący lub poradzeniu sobie z syndromem wypalenia.

Absolutnie nie uważam, że oszukiwanie zasługuje na aprobatę, zarówno na uczelni, jak i późniejszym życiu. Myślę jednak, że zamiast karania nieuczciwych studentów, uczelnie, ale także inne instytucje publiczne, powinny same zrozumieć i starać się przekonać wszystkich, że nieuczciwość jest szkodliwa dla każdego. Polityka drugiej szansy, w szerszym sensie niż praktykowana na polskich uczelniach, powinna przekonać społeczeństwo, że porażka jest czasami lepsza od oszustwa.

P.S.: Znam nauczyciela akademickiego, który zawsze daje zaliczenie studentom, w najgorszym wypadku w drugim terminie. Uważa, że „życie zweryfikuje, czy ktoś się do tego nadaje, czy nie, a nie ja”.  Może jest to właściwa ścieżka? W takim wypadku, nikt nie doznaje krzywdy, ale każdy ma możliwość wykazania się swoimi umiejętnościami.

Zdjęcie tytułowe: Budynek C Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie
źródło: foreignersinpoland.com